poniedziałek, 1 października 2018

Niewiedza

Niewiedza. Ograniczenie. Brak orientacji. Chaos. Dezorientacja. Zamęt. Nieświadomość. Wyliczenie tych konkretnych synonimów niewiedzy nie jest z mojej strony przypadkowe. Celowo wyszukałam te, które trochę przydadzą się do opisania moich spostrzeżeń na temat niewiedzy

Niewiedza kojarzyć się może głównie negatywnie, z taką tolerowaną ignorancją. Ktoś czegoś nie wie, bo nie chce się tego dowiedzieć. Niewiedza jednak według mnie jest naturalna. Przychodząc na ten świat nic nie wiemy. Z czasem co raz więcej od nas się oczekuje, wymaga. Często okazuje się, że nagle znajdujemy się w momencie, w którym inni już się dziwią naszym brakiem wiedzy. I na nic się zdają przekonywania, że nikt tej tajemnej wiedzy nam przecież nie przekazał. I nie chodzi o wiedzę przekazaną w szkole. Ale o taką wiedzę nabywaną podczas każdej rozmowy z drugim człowiekiem, podczas górskich wędrówek, podczas bezsennych nocy. O wiedzę o nas samych.

"Można nie wiedzieć dokąd ma się iść zwłaszcza jeśli nie ma się pojęcia dokąd, 
w jakim kierunku ani na jak długo." - Clarissa Pinkola Estes "Biegnąca z wilkami"


Odpowiedź na pytania dotyczące przyszłości nie jest prosta, gdyż przyszłość w samej swojej istocie jest tajemnicą. Odpowiedź na pytania: Kim chcę być? Co chcę robić? wiążą się także z pewną wiedzą o sobie, którą nie zawsze posiadamy. Można wiedzieć kim się było, ale w zderzeniu z nagłym wydarzeniem, sytuacją może się okazać, że tak naprawdę nic o sobie nie wiemy. Albo jakieś wydarzenie, jak np. ukończenie szkoły powoduje, że energia, którą jeszcze nie tak dawno była świeża i młoda, starzeje się, podupada i nie może nic więcej udźwignąć. Nic już nie wiemy, nie mamy energii, nie wiemy co dalej. I w tym momencie zadaję sobie pytanie: Co z tą niewiedzą mam zrobić? Czy pozwolić jej po prostu być? Czy robić wszystko, aby jak najkrócej zagościła u mnie i we mnie? Na pewno taka niewiedza, w pewnym stopniu ogranicza mnie. Powoduje, że nie mam punktu zaczepienia, orientacji w podążaniu własną drogą zbudowaną na własnych decyzjach, instynktach, intuicji, motywach itp. Powoduje chaos, mętlik - nic nie jest takie jakie było przedtem. Dezorientacja co mam począć. 

Czy przeczekać ten moment, tę chwilę, ten czas, czy za wszelką cenę szukać odpowiedzi, wskazówek...?

W momencie, gdy z naszego pola widzenia znika "wizja" związana z naszym życiem, planami, możemy się czuć tak jakby ktoś odciął nas od źródła energii. Czujemy się w pewien sposób ograniczeni. Zamknięci w pułapce, potrzasku. Naturalnym odruchem byłoby za wszelką cenę pozbierać siły oraz odzyskać wiedzę niezbędną do podjęcia następnych kroków. Zrobić wszystko, aby jak najszybciej na nowo złapać za ster. Jednak zadaję sobie pytanie: Czy to coś da? 

Czy nie będzie lepiej, jeśli na jakiś czas odpuszczę, usiądę w spokoju i po prostu zaczekam... W ciszy, spokoju i przede wszystkim cierpliwie, bez nagłych i chaotycznych decyzji, które prowadzą donikąd. Chwila spokoju, ciszy, aby na nowo odzyskać zdolność jasnego patrzenia na to, co jest przed nami oraz odkrywania i odczuwania tego wszystkiego wszystkimi zmysłami. 



poniedziałek, 24 września 2018

Czerwone trzewiki

W dalszym ciągu jestem w trakcie mojej podróży z "Biegnąca z wilkami". Ostatnio przeczytałam baśń "Czerwone trzewiki". Tytuł baśni nadał Hans Christian Andersen.  Istnieje wiele wersji tej baśni. Ja zapoznałam się z tą zamieszczoną w  "Biegnąca z wilkami". Streszczenie baśni jest dosyć długie, gdyż sama baśń do krótkich nie należy. Proszę, więc o cierpliwość 😉.

Baśń opowiada o sierotce oraz uszytych przez nią czerwonych trzewikach. Trzewiki, chociaż były toporne i niezgrabne bardzo dziewczynce się podobały. Dziewczynka prowadziła ubogie życie. Pewnego dnia spotkała ona starszą kobietę, która zaproponowała jej, że zabierze ją do domu, gdzie niczego nie będzie jej już brakować. Dziewczynka zgodziła się. Niestety decyzja ta wiązała się z oddaniem uszytych bucików. Dziewczynka (od momentu rozstania z trzewikami) bardzo za nimi tęskniła. Kiedy więc nadarzyła się okazja, by móc kupić czerwone trzewiki - zakupiła je. Niestety przez nowe buciki nie mogła się w ogóle skupić, cały czas poświęcała swoją uwagę tylko imKobieta przestrzegła ją, aby nigdy więcej (już) ich nie zakładała. Jednak ona nie posłuchała jej. Pewnego dnia stary żołnierz rzucił na jej buciki zaklęcie przez wypowiedzenie słów "Trzymajcie się dobrze w tańcu". Od tej pory dziewczynka nie mogła powstrzymać się od tańczenia. Gdy przerażona chciała zerwać buciki z nóg, tym one mocniej się trzymały. Tak, więc tańczyła, tańczyła bez końca. Taniec ten przypominał szalony, koszmarny pląs. Nie był dla niej wytchnieniem. Gdy już nie miała sił poprosiła kata, aby uwolnił ją od trzewików. Kat próbował najpierw rozciąć paski, jednak to na nic się zdało - bo trzewiki się dalej trzymały. Ostatecznie poprosiła, żeby odrąbał jej stopy razem z trzewikami, gdyż jej życie nie było już nic warte. Kat tak też uczynił. Czerwone trzewiki z nóżkami w środku dalej tańczyły przez pola, a dziewczynka została biedną kaleką, która musiała zarabiać na życie, służąc innym. Ale już nigdy więcej nie chciała mieć czerwonych bucików. 

Baśń kończy się drastyczne, dlatego nie poleca się jej czytać dzieciom, zwłaszcza przed snem. Mimo, że historia kończy się tragicznie dla dziewczynki to dla nas zawiera nieuniknioną psychiczną prawdę. Często telewizyjne spoty przedstawiają drastyczne obrazy, aby w ten sposób wstrząsnąć wyobraźnią i skierować naszą uwagę na doniosłe przesłanie. Tak jest i w tym przypadku.  

Prawda zawarta w baśni mówi o tym, że jeśli raz utracimy samodzielnie planowane życie (dziewczynka mimo, że była biedna to czuła się szczęśliwa, potrafiła uszyć własne buciki ze strzępków materiału) to na skutek podstępu ( zaklęcie rzucone przez żołnierza) możemy zagubić sens życia. Opowieść kieruje uwagę także na substytuty, które jedynie są namiastką prawdziwego szczęścia (kupione czerwonego buciki nie są w stanie zastąpić dziewczynce własnoręcznie uszytych trzewików), a które niszczą i prowadzą do zguby, narażając na fizyczne niebezpieczeństwa (niekończący się taniec, utrata stóp). Nie można jednak zapomnieć o tym, że dziewczynka skusiła się na łatwe, przyjemne życie, nie wiedząc jednocześnie, że coś bezpowrotnie przez tę decyzję utraci. Później głód, spowodowany utratą trzewików, sprawia, że dziewczynka dokonuje wyborów, które wpędzają ją w obłąkańczy taniec. 

"Lepsze jest wrogiem dobrego" - Clarissa Pinkola Estes

Przesłanie z tej baśni płynie takie:

Tańcz we własnoręcznie uszytych bucikach a osiągniesz pełnię życia.

niedziela, 16 września 2018

Wygnaniec

Dzisiaj po raz kolejny post zainspirowany książką "Biegnąca z wilkami".

Przeczytałam ostatnio baśń pt. Brzydkie Kaczątko. Możliwe, że już kiedyś się z nią zapoznaliście, gdyż należy do baśni dosyć znanych. Baśń opowiada o kaczątku, które od początku życia miało pod górkę, nie zostało zaakceptowane przez własną matkę oraz otoczenie. Brzydkie Kaczątko cierpi z powodu wydarzeń niezależnych od niego. Musiało się zmierzyć z poczuciem odrzucenia i wyruszyć w świat w poszukiwaniu bratnich dusz, by poczuć się kochane. Wyrusza, więc na wędrówkę. W baśni przedstawiony jest motyw wyrzutka. Brzydkie Kaczątko instynktownie walczy o przetrwanie, szukając swojego miejsca. W finale baśni odnajduje swoje miejsce wśród pięknych łabędzi, gdzie znajduje spokój, szczęście oraz poczucie przynależności.
"Szukanie swego miejsca nigdy nie jest pomyłką. Nigdy."
Może byłaś/-eś przynajmniej raz w swoim życiu w takiej sytuacji jak brzydkie kaczątko. Czułaś/-eś się, że nie pasujesz do otoczenia. Twoje próby wtłoczenia się w szablon oraz w zachowania podobne do innych kończyły się fiaskiem. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić to podobnie jak brzydkie kaczątko wyruszyć na poszukiwanie bratnich dusz, otoczenia, które zaakceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. 
"Lepiej tułać się przez jakiś czas w poszukiwaniu miejsca,
niż tkwić tam, gdzie wiemy że nie mamy czego szukać."
Tęsknota. Poszukiwanie. Jedno mogę powiedzieć, że wygnaniec nigdy się nie poddaje.  Idzie przed siebie, na przód, póki nie znajdzie jakiegoś drogowskazu, śladu, a wreszcie domu. Z poszczególnych puzzli można stworzyć obraz całości. Światełko morskie prowadzi żeglarzy do portu, tak samo drogowskazy, pojedyncze spotkania z ludźmi, którzy akceptują nas, wyciągają pomocną dłoń prowadzą nas tam, gdzie powinniśmy przynależeć od początku i przez całe życie.

"Trwaj i wciąż szukaj. 
Rób swoje, a w końcu odnajdziesz drogę."



poniedziałek, 10 września 2018

Ucieczka

Dzisiaj chcę poruszyć temat, który nasunął mi się podczas czytania książki "Biegnąca z wilkami" (autor: Clarissa Pinkola Estes). 
"Uciekać jest rzeczą ludzką, byle nie za długo, nie na zawsze"
Cytat, który został zaczerpnięty z "Biegnącej z wilkami", zainspirował mnie do napisania dzisiejszego post'a. 

Pojęcie ucieczki jest znane od zarania dziejów. Z ucieczką kojarzy mi się lektura "Król Edyp" Sofoklesa z czasów liceum. Tytułowy Edyp stara się uciekać przed przeznaczeniem.  Ja już wiem, że niestety takie uciekanie w przypadku bohatera na nic się zdało. 

Uciekać można od wielu rzeczy i na wiele sposobów. Można uciekać od wyborów, odcinając się tym samym od wolności i od prawa do decydowania i podążania drogami życia według własnych przekonań. Można uciekać od wyborów, ale to zmieni tylko tyle, że ktoś inny podejmie za nas decyzję. Można uciekać od tego co nowe, co napawa lękiem. Tylko jeśli będę uciekać nieustannie od tego co nowe to już nigdy nie uwolnię się od lęku. Nie skonfrontuje się z nim.  A przecież życie jest pasmem nieustających wyzwań oraz wyborów. Lęk może towarzyszyć przy każdej, nawet czasem i najczęściej zarazem irracjonalnej sytuacji. Ale czy chodzi o to żeby go całkowicie zwalczyć, uciekać od samego lęku? A może pójść na kompromis? Ale to by oznaczało konieczność rezygnacji z czegoś... To może lepiej przyjąć go w całości? I nie chodzi o to, żeby od lęku uciekać, ale przyjąć, że jest dobry, że pozwala nam dowiedzieć się więcej o nas samych.  

Uciekać można także od emocji. Ostatnio oglądałam film "Zabijam gigantów". Główna bohaterka ucieka w świat wyobraźni, w którym zabija tytułowych gigantów, olbrzymów.  Dziewczynka jest przekonana, że jeśli zabije olbrzyma to jej ciężko chora mama wyzdrowieje.  Nie może pogodzić się z jej chorobą, boi się konfrontacji z chorobą matki o czym może świadczyć fakt, że ani razu jej nie odwiedziła. "Olbrzym to nienawiść, która niszczy wszystko na swej drodze. Zabiera, odbiera człowiekowi wszystko". Niestety, wszystko co żyje na świecie umiera. Gdy uciekamy od emocji, od trudnych sytuacji sprawiamy, że odrzucamy życie. Dziewczynka uciekała w świat wyobraźni, nie potrafiła skonfrontować się z rzeczywistością. Jeśli chcecie uzyskać odpowiedź na pytanie czy ostatecznie udało się jej pokonać "olbrzymy" i skonfrontować się z trudną sytuacją, zapraszam do obejrzenia filmu 😉. 

Ucieczka. Unik. Wycofanie się. Nagły impuls, by uciekać z prędkością wiatru, daleko, dokąd nogi poniosą. By uciekać ile sił w nogach. Uciekać od planów, marzeń, zobowiązań. Uciekać od samej/-ego siebie. Dróg ucieczek jest wiele. Można uciekać do świata wyobraźni, do świata wirtualnego. Można także uciekać do świata pozorów, w którym to wszystko idzie po naszej myśli, jest wręcz doskonale. 


Ale czy warto? Czy to całe nasze uciekanie nie obróci się przeciwko nam? Czy nie wróci ze zdwojoną siłą? 



środa, 5 września 2018

"Dzika kobieta"

Dzisiaj zapraszam na recenzję nowego nabytku psychologicznego 😉. Po raz kolejny skusiłam się na zakup książki psychologicznej. W tym roku jest to druga zakupiona przeze mnie pozycja. Ostatnio była to "Wirtualna osobowość...", a tym razem jest to "Biegnąca z wilkami" (autor: Clarissa Pinkola Estes)

"Biegnąca z wilkami" przedstawia archetyp Dzikiej Kobiety w mitach, baśniach i legendach. Wiem, wiem...znam to uczucie niepokoju, lekkiego wahania i dezorientacji na słowa dzika kobieta. Muszę Wam się przyznać, że sama  wahałam się zajrzeć do tej książki, ze względu na poruszany w niej archetyp dzikiej kobiety. Po części można to wyjaśnić faktem, że pojęcie dzikiej kobiety, w ogóle nic mi nie mówiło i w zasadzie nie wiedziałam co konkretnie autorka może mieć na myśli. Jednak po przeczytaniu kilku recenzji i krótkim streszczeniu tematyki poruszanej w książce, zdecydowałam się na jej zakup. Na początek trzeba wspomnieć jeszcze, że "Biegnąca z wilkami" nie jest typową pozycją psychologiczną, gdyż bardziej przypomina rozprawę naukową z zakresu paleontologii mitów oraz psychoanalizy jungowskiej. Autorka jest dyplomowanym psychoanalitykiem szkoły Junga oraz kolekcjonerką i badaczką legend tradycji latynoskiej. Bardzo podoba mi się zbiór mitów, baśni i legend, przytaczanych w tej książce oraz późniejsza, głęboka ich analiza w nawiązaniu do psychiki kobiety, jej ukrytych pragnień. Tytułowa dzika kobieta to kobieta, która kieruje się swoimi naturalnymi, ukrytymi za fasadą pozorów i utartych przekonań "mocami" m.in. intuicją, odwagą.  Trochę tą "dziką kobietę" za bardzo uprościłam 😃. Jednak, gdyby ktoś chciał zgłębić temat to zapraszam do wymagającej (600 stron) lektury książki.

Autorka często odnosi się do pojęcia archetypu, w kontekście psychoanalitycznym.
Archetyp określa pierwotny wzorzec postaci, motywu, sytuacji. Archetyp w kontekście psychoanalitycznym oznacza elementy strukturalne nieświadomości wspólne wszystkim ludziom na świecie. Archetypy ukazane są w postaci symboli, co oznacza, że ich treść wyrażana jest zawsze metaforycznie. Symbole te można odnaleźć w mitach, baśniach, legendach, snach. Jednym z archetypów przedstawionych w książce jest archetyp Animy/Animusa. Anima przedstawia nieświadomą (żeńską) część duszy mężczyzny, Animus natomiast reprezentuje nieświadomą (męską) część kobiecej duszy. Zrozumienie tych archetypów stanowi nie lada wyzwanie dla takiego amatora psychologii jak ja 😄. O ile część książki dobrze się czyta ze względu na zawarte w niej fragmenty mitów, baśni i legend, to część interpretacyjna, w której autorka nawiązuje do psychologii Junga jest bardziej skomplikowana i wymaga większej koncentracji i uwagi. 

"Biegnąca z wilkami" ze względu na skarbnicę inspiracji oraz refleksji budzących się we mnie podczas czytania tej lektury niejednokrotnie będzie jeszcze tutaj cytowana.

Także, do przeczytania 😉


sobota, 1 września 2018

Potęga gór

Witam 😉 Zapraszam na post zainspirowany górską wędrówką. Tym razem pomysł na post'a "wpadł mi" podczas podróżowania pociągiem do Szklarskiej Poręby. 

Od zawsze góry jednocześnie mnie przerażały i fascynowały. Pierwsze skojarzenie jeśli chodzi o góry to pierwotność oraz naturalność. Lasy otaczające góry, nadają im pewną tajemnicę. Jakby skrywały w sobie tajemnicę niewidoczną dla obserwatora spoglądającego na nie z pewnej odległości - (u podnóży gór) bez zagłębiania się oraz przemierzania szlaków górskich. Las jest miejscem zamieszkania wielu żywych istot, niektórych małych, niegroźnych a innych niebezpiecznych, z którymi lepiej się nie spotkać sam na sam, oko w oko. Aby dotrzeć na szczyt góry trzeba pokonać wiele zawiłych dróg, przeszkód w postaci skał, na które trzeba wspiąć się lub przez nie przecisnąć. W zależności od sił i zamiarów turysta może wybrać górę, szczyt na który będzie w stanie się wspiąć. Zwłaszcza te wysokie stanowią nie lada wyzwanie oraz niebezpieczeństwo dla niewprawionego wędrowca, gdyż nie jednego w swoich objęciach już uwięziły. 

Aby wejść na szczyt trzeba zmierzyć się z trudem, własną słabością. Góry kojarzą się także z jakąś pewną dziką, pierwotną naturą, przyrodą, gdzie nikt nie pielęgnuje drzew, nie przecina trawki, wszystko rośnie samo z siebie, regulowane przez naturalny rytm natury, życia i śmierci. 

Gdy wspinamy się na szczyt, z każdym kolejnym krokiem świat wydaje się nam coraz mniejszy, domki u podnóży gór takie małe, a panorama rozleglejsza. Na szczycie góry znacznie więcej możemy dostrzec niż na początku naszej wędrówki. Przemierzając głąb lasu, możemy zaobserwować wiele szczegółów przyrody - konary drzew, poprzewracane drzewa, leżące na trasie - często stanowiące nie lada wyzwanie, które trzeba podjąć, aby móc iść dalej. Nikt nie zawraca sobie głowy "oczyszczaniem" terenu z roślinności, która została brutalnie potraktowana przez warunki pogodowe. 

Na uwagę zasługuje także cisza, która otacza nas podczas wędrówki. Im wyżej się wspinamy, tym spokojniej jest wokół nas. Szczególnie, gdy wybierzemy tereny oraz trasy turystyczne rzadko uczęszczane przez turystów. Można wtedy jeszcze bardziej odczuć więź łączącą nas z naturą. Cisza oraz odgłosy przyrody wydawane przez ptaki, strumyki oraz spadające kamyki działają odprężająco. Z każdym kolejnym krokiem przybliżamy się do celu. Można także (dla odważnych) iść w głąb lasu, gdzie droga staje się coraz mniej widoczna, aż w końcu zaciera się i znika nam z oczu. Wtedy musimy wytężyć wszystkie zmysły, aby znaleźć drogę prowadzącą nas na właściwy szlak.

Im bliżej celu, tym każdy krok jest bardziej stanowczy, przemyślany, wiem już, że nie długo osiągnę szczyt. I chociaż tuż przy samym szczycie jeszcze czasami może się zdarzyć wyzwanie w postaci - stromego podejścia, to nie poddaję się. Biorę powolny, ale głęboki wdech i wydech a po chwili stoję już na szczycie. Nareszcie. Udało się - ogarnia mnie wolność i spokój. 

Wędrówka górska daje nam możliwość zmierzenia się z samym sobą oraz zebrania sił na pokonywanie trudności w codziennym życiu. 

A Wy, lubicie wypady w góry?