sobota, 5 stycznia 2019

Rezygnacja

Witam 😏  Chciałam napisać post w wieczór sylwestrowy, jednak co zasiadałam do pisania, żadne sensowne i logiczne słowa nie chciały się ułożyć w jedną całość. Z tego wieczoru pozostał mi jednak taki ogólny zarys tematu, który powinnam dzisiaj pociągnąć. Nie wiem czy coś z tego wyjdzie, ale spróbuje 😏. Jeśli ktoś chciałby przeczytać moje ubiegłoroczne podsumowanie to zapraszam

Z planów sylwestrowych nie zostało nic - a raczej zostało po staremu, czyli rodzinnie, szałowo z Sylwestrem Marzeń z Dwójką, więc nie ma tego złego... Chociaż trochę  szkoda mi tej utraconej szansy na poznanie czegoś nowego. Po długiej oraz trudnej kalkulacji zysków oraz strat wynikających z mojej sylwestrowej przydatności oraz aktywności towarzyskiej wybrałam... zacisze domowe

Dzisiaj chcę poruszyć temat umiejętności rezygnowania. Nie wszystko można sobie zaplanować, a nawet wręcz przeciwnie. Gdy już wszystko wydaje nam się tak starannie zaplanowane, ustalone, przygotowane włącznie z jakże ważnym dla mnie mentalnym nastawieniem to jak na złość coś sprawi, że wszystko będzie trzeba odwoływać. 

Rezygnacja. Wycofanie się. Frustracja. Jakże trudno z czegoś zrezygnować. Utracić jakąś szansę (okazję), która może ponownie się nie powtórzyć. Sztuka rezygnacji zarówno z błahych rzeczy jak i życiowych szans oraz planów. 

Nie lubię rezygnować w momencie kiedy się już na coś zdecydowałam, podjęłam kroki by coś zrealizować. Coś we mnie od zawsze mówi, żeby trzymać za wszelką cenę fason. Jeśli powie się A to trzeba powiedzieć B. Tak się zastanawiam jak to jest czasami sobie odpuścić, pozwolić sobie na to, aby coś się zadziało samo. Nie robić niczego na siłę tylko dlatego, że się powiedziało A i nie wypada nie powiedzieć B. Czasami trzeba pozwolić na to aby coś się zadziało - zgodnie ze swoim czasem, rytmem. Nawet jeśli to oznacza w pewnym momencie uczucie jakiejś straty bądź porażki. 


PS. Zostawiam dzisiaj Was z lekkim niedosytem, przynajmniej ja mam takie poczucie, ale może właśnie tak czasami trzeba 😉. 



czwartek, 13 grudnia 2018

Pod kontrolą

Witam 😉Moja przygoda ze studiami inżynierskimi dobiega końca - przedmioty zaliczone. Teraz przede mną tylko jeszcze egzamin inżynierski... Jednak póki co mam chwilę wolnego, więc nie tracę czasu i przechodzę do dzisiejszego tematu.

Tym razem chciałabym wziąć pod lupę tematykę umiejscowienia kontroli. Pomysł na ten temat zaczerpnęłam z książki pt. "Sukces wbrew oczekiwaniom" (autor: Rom Brafman). Książka napisana przystępnym językiem, przedstawia ciekawe historie ludzi sukcesu, którzy mimo przeciwności losu, nie poddali się i dążyli do przodu, dzięki niezłomnej wierze we własne możliwości. 

Kontrola. Głębokie przekonanie, że jestem w stanie wpłynąć na ważne wydarzenia w swoim życiu. Wiara w to, że każde moje działanie jest w stanie zmienić bieg historii mojego życia. Nie jestem tylko biernym widzem w teatrze rozgrywającym się na moich oczach, ale także aktorem reżyserującym własny spektakl. Nie jestem w stanie przewidzieć ostatecznego efektu mojego dzieła, jednak robię wszystko, aby było ono doskonałe. 

W jaki sposób? W jaki sposób oddziałuję na ostateczny wynik tej gry ( zwanej: życiem)?  

Poprzez wkładanie wysiłku w osiąganie poszczególnych celów, poprzez zdrowe odżywianie, poprzez wytrwalszą naukę, poprzez silną motywację do ciągłego przywracania utraconego chwilowo poczucia kontroli. Poprzez wcześniejsze szukanie metod rozwiązań zadania, które pozornie nie ma rozwiązań. Ciągłe próby osiągnięcia doskonałości, pomimo przeciwności losu i krzyku wszechświata: Że na nic nie mamy wpływu. Że wszelkie moje starania nic nie znaczą, niczego nie zmienią. Nie zmienię biegu wydarzeń. 

To prawda, że niektóre wydarzenia dzieją się poza moją kontrolą. Przekonanie, że jestem własnym sterem, żeglarzem, okrętem powoduje, że w sytuacjach utraty poczucia kontroli (w sytuacjach m.in. silnego podmuchu wiatru, nad którym żeglarz nie sprawuje kontroli) pojawia się obwinianie siebie mimo występowania zjawisk niezależnych ode mnie. Każde negatywne wydarzenie rozgrywające się poza moją kontrolą traktowane jest jako wynik mojego błędu. 

Powyższy opis jest charakterystyczny dla internalisty - osoby z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli. Przeciwieństwem internalisty jest eksternalista (osoba z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli).  Eksternalista uważa, że jego życie nie zależy od niego samego, tylko od sytuacji zewnętrznych. Eksternalistę można poznać po wyrażeniach, które stosuje w życiu codziennym m.in. "Mam pecha", "Tak już jest w życiu...", "Los tak chciał" i wiele innych podobnych. 

Według twórcy teorii poczucia umiejscowienia kontroli (J. Rotter), poczucie umiejscowienia kontroli jest wyuczonym schematem postępowania, nierzadko wykreowanym na podstawie określonych wydarzeń z przeszłości. 


A Ty? Gdzie leży Twoje umiejscowienie kontroli?




sobota, 3 listopada 2018

Presja

Witam 😉. Minęło kilka tygodni od ostatniego wpisu tutaj. Zaczął się 7 - semestr moich studiów - ostatni, kończący studia inżynierskie. Dlatego dzisiaj poświęcę chwilę temu, co mnie napędza do działania. Coś co nie pozwala mi przestać w dążeniu do jakiegoś wyimaginowanego celu, chociaż jednocześnie wiem, że te cele nie są tak wygórowane jak mogłyby być. Może po części, właśnie dlatego, że im większy cel tym większa presja do działania. Jakiś czas temu przeczytałam książkę na temat perfekcjonizmu - "Przekleństwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej" autorstwa Malwiny Huńczak. Jeśli ktoś chciałby zgłębić tematykę perfekcjonizmu to serdecznie ją polecam 😉. 

Presja. Ciężar. Nacisk. Wpływ. Wymagania do bycia doskonałym, bycia ekspertem w każdej dziedzinie. Bycie najlepszym. Pogoń za prestiżem, uznaniem. Wydajność. Szybkość. Pośpiech. Presja wymagań, oczekiwań. 

Wewnętrzna presja. Stres. Walka z czasem, aby zdążyć na czas z projektem, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik, aby było idealnie. Ciągły niepokój, że coś może nie wyjść, nie udać się. Przekonanie, że albo wyjdzie wystarczająco dobrze, albo w ogóle nie wyjdzie i lepiej już na starcie się poddać niż później dźwigać "porażkę", chociaż obiektywnie rzecz biorąc żadnej porażki nie będzie. 

Perfekcja - czuję jak mnie osacza, czuję jak zabiera mi przestrzeń. Mam dosyć tych oczekiwań, wymagań, które stawia mi świat. Już nie wiem, gdzie leży granica między tym co prawdziwe, a tym co wykreowane w mojej wyobraźni. Może to tylko ja sama sobie stawiam te wymagania, oczekiwania. 

Czy presja to to samo co motywacja?

Czym właściwie jest presja? Czy presja to to samo co motywacja? Motywacja wydaje mi się pozytywnym pojęciem. Presja natomiast negatywnym, obciążającym. Czuję, że coś muszę zrobić, że nie mam nad czymś kontroli. Presja nie zna końca. Nie ma celu, satysfakcji. Perfekcjonista dążący do jak najlepszych wyników nigdy nie osiągnie satysfakcji, a nawet paradoksalnie im bliżej coraz lepszych wyników tym bardziej będzie odczuwać stan rozczarowania, napięcia. Nie cieszy już czwórka z plusem. Narasta frustracja, gdy zabraknie jednego punktu do piątki. Idealność to stan, który nie zna granicy. Do perfekcji można dążyć, co nie oznacza, że się ją osiągnie. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z trafności tytułu bloga Nieidealna perfekcjonistka. Mogło by się wydawać, że to oksymoron -  że perfekcja jest zawsze idealna, że musi być. Im bardziej dążymy do perfekcji tym bardziej zostajemy pochłonięci przez nieistotne szczegóły, które sprawiają, że znika z naszego pola widzenia cel, istota. Zagłębiamy się w szczegóły. Poprawiamy błędy. Czytamy tekst 20 razy z rzędu i dalej jesteśmy niezadowoleni.

Presja czasu. Pogoń za czymś nieosiągalnym. Brak czasu na potknięcia, porażki, chwilę zastanowienia, namysłu. Frustracja z powodu nieosiągalnego, najlepszego wyniku.

Każdy dzień jest możliwością walki z presją. Aby mimo wszystko, wszystkim i wszystkiemu iść do przodu, do celu - bez przymusu, by ten cel osiągnąć. Doświadczać z radością samego procesu kształcenia bez presji najlepszych wyników, osiągnięć... 


poniedziałek, 1 października 2018

Niewiedza

Niewiedza. Ograniczenie. Brak orientacji. Chaos. Dezorientacja. Zamęt. Nieświadomość. Wyliczenie tych konkretnych synonimów niewiedzy nie jest z mojej strony przypadkowe. Celowo wyszukałam te, które trochę przydadzą się do opisania moich spostrzeżeń na temat niewiedzy

Niewiedza kojarzyć się może głównie negatywnie, z taką tolerowaną ignorancją. Ktoś czegoś nie wie, bo nie chce się tego dowiedzieć. Niewiedza jednak według mnie jest naturalna. Przychodząc na ten świat nic nie wiemy. Z czasem co raz więcej od nas się oczekuje, wymaga. Często okazuje się, że nagle znajdujemy się w momencie, w którym inni już się dziwią naszym brakiem wiedzy. I na nic się zdają przekonywania, że nikt tej tajemnej wiedzy nam przecież nie przekazał. I nie chodzi o wiedzę przekazaną w szkole. Ale o taką wiedzę nabywaną podczas każdej rozmowy z drugim człowiekiem, podczas górskich wędrówek, podczas bezsennych nocy. O wiedzę o nas samych.

"Można nie wiedzieć dokąd ma się iść zwłaszcza jeśli nie ma się pojęcia dokąd, 
w jakim kierunku ani na jak długo." - Clarissa Pinkola Estes "Biegnąca z wilkami"


Odpowiedź na pytania dotyczące przyszłości nie jest prosta, gdyż przyszłość w samej swojej istocie jest tajemnicą. Odpowiedź na pytania: Kim chcę być? Co chcę robić? wiążą się także z pewną wiedzą o sobie, którą nie zawsze posiadamy. Można wiedzieć kim się było, ale w zderzeniu z nagłym wydarzeniem, sytuacją może się okazać, że tak naprawdę nic o sobie nie wiemy. Albo jakieś wydarzenie, jak np. ukończenie szkoły powoduje, że energia, którą jeszcze nie tak dawno była świeża i młoda, starzeje się, podupada i nie może nic więcej udźwignąć. Nic już nie wiemy, nie mamy energii, nie wiemy co dalej. I w tym momencie zadaję sobie pytanie: Co z tą niewiedzą mam zrobić? Czy pozwolić jej po prostu być? Czy robić wszystko, aby jak najkrócej zagościła u mnie i we mnie? Na pewno taka niewiedza, w pewnym stopniu ogranicza mnie. Powoduje, że nie mam punktu zaczepienia, orientacji w podążaniu własną drogą zbudowaną na własnych decyzjach, instynktach, intuicji, motywach itp. Powoduje chaos, mętlik - nic nie jest takie jakie było przedtem. Dezorientacja co mam począć. 

Czy przeczekać ten moment, tę chwilę, ten czas, czy za wszelką cenę szukać odpowiedzi, wskazówek...?

W momencie, gdy z naszego pola widzenia znika "wizja" związana z naszym życiem, planami, możemy się czuć tak jakby ktoś odciął nas od źródła energii. Czujemy się w pewien sposób ograniczeni. Zamknięci w pułapce, potrzasku. Naturalnym odruchem byłoby za wszelką cenę pozbierać siły oraz odzyskać wiedzę niezbędną do podjęcia następnych kroków. Zrobić wszystko, aby jak najszybciej na nowo złapać za ster. Jednak zadaję sobie pytanie: Czy to coś da? 

Czy nie będzie lepiej, jeśli na jakiś czas odpuszczę, usiądę w spokoju i po prostu zaczekam... W ciszy, spokoju i przede wszystkim cierpliwie, bez nagłych i chaotycznych decyzji, które prowadzą donikąd. Chwila spokoju, ciszy, aby na nowo odzyskać zdolność jasnego patrzenia na to, co jest przed nami oraz odkrywania i odczuwania tego wszystkiego wszystkimi zmysłami. 



poniedziałek, 24 września 2018

Czerwone trzewiki

W dalszym ciągu jestem w trakcie mojej podróży z "Biegnąca z wilkami". Ostatnio przeczytałam baśń "Czerwone trzewiki". Tytuł baśni nadał Hans Christian Andersen.  Istnieje wiele wersji tej baśni. Ja zapoznałam się z tą zamieszczoną w  "Biegnąca z wilkami". Streszczenie baśni jest dosyć długie, gdyż sama baśń do krótkich nie należy. Proszę, więc o cierpliwość 😉.

Baśń opowiada o sierotce oraz uszytych przez nią czerwonych trzewikach. Trzewiki, chociaż były toporne i niezgrabne bardzo dziewczynce się podobały. Dziewczynka prowadziła ubogie życie. Pewnego dnia spotkała ona starszą kobietę, która zaproponowała jej, że zabierze ją do domu, gdzie niczego nie będzie jej już brakować. Dziewczynka zgodziła się. Niestety decyzja ta wiązała się z oddaniem uszytych bucików. Dziewczynka (od momentu rozstania z trzewikami) bardzo za nimi tęskniła. Kiedy więc nadarzyła się okazja, by móc kupić czerwone trzewiki - zakupiła je. Niestety przez nowe buciki nie mogła się w ogóle skupić, cały czas poświęcała swoją uwagę tylko imKobieta przestrzegła ją, aby nigdy więcej (już) ich nie zakładała. Jednak ona nie posłuchała jej. Pewnego dnia stary żołnierz rzucił na jej buciki zaklęcie przez wypowiedzenie słów "Trzymajcie się dobrze w tańcu". Od tej pory dziewczynka nie mogła powstrzymać się od tańczenia. Gdy przerażona chciała zerwać buciki z nóg, tym one mocniej się trzymały. Tak, więc tańczyła, tańczyła bez końca. Taniec ten przypominał szalony, koszmarny pląs. Nie był dla niej wytchnieniem. Gdy już nie miała sił poprosiła kata, aby uwolnił ją od trzewików. Kat próbował najpierw rozciąć paski, jednak to na nic się zdało - bo trzewiki się dalej trzymały. Ostatecznie poprosiła, żeby odrąbał jej stopy razem z trzewikami, gdyż jej życie nie było już nic warte. Kat tak też uczynił. Czerwone trzewiki z nóżkami w środku dalej tańczyły przez pola, a dziewczynka została biedną kaleką, która musiała zarabiać na życie, służąc innym. Ale już nigdy więcej nie chciała mieć czerwonych bucików. 

Baśń kończy się drastyczne, dlatego nie poleca się jej czytać dzieciom, zwłaszcza przed snem. Mimo, że historia kończy się tragicznie dla dziewczynki to dla nas zawiera nieuniknioną psychiczną prawdę. Często telewizyjne spoty przedstawiają drastyczne obrazy, aby w ten sposób wstrząsnąć wyobraźnią i skierować naszą uwagę na doniosłe przesłanie. Tak jest i w tym przypadku.  

Prawda zawarta w baśni mówi o tym, że jeśli raz utracimy samodzielnie planowane życie (dziewczynka mimo, że była biedna to czuła się szczęśliwa, potrafiła uszyć własne buciki ze strzępków materiału) to na skutek podstępu ( zaklęcie rzucone przez żołnierza) możemy zagubić sens życia. Opowieść kieruje uwagę także na substytuty, które jedynie są namiastką prawdziwego szczęścia (kupione czerwonego buciki nie są w stanie zastąpić dziewczynce własnoręcznie uszytych trzewików), a które niszczą i prowadzą do zguby, narażając na fizyczne niebezpieczeństwa (niekończący się taniec, utrata stóp). Nie można jednak zapomnieć o tym, że dziewczynka skusiła się na łatwe, przyjemne życie, nie wiedząc jednocześnie, że coś bezpowrotnie przez tę decyzję utraci. Później głód, spowodowany utratą trzewików, sprawia, że dziewczynka dokonuje wyborów, które wpędzają ją w obłąkańczy taniec. 

"Lepsze jest wrogiem dobrego" - Clarissa Pinkola Estes

Przesłanie z tej baśni płynie takie:

Tańcz we własnoręcznie uszytych bucikach a osiągniesz pełnię życia.

niedziela, 16 września 2018

Wygnaniec

Dzisiaj po raz kolejny post zainspirowany książką "Biegnąca z wilkami".

Przeczytałam ostatnio baśń pt. Brzydkie Kaczątko. Możliwe, że już kiedyś się z nią zapoznaliście, gdyż należy do baśni dosyć znanych. Baśń opowiada o kaczątku, które od początku życia miało pod górkę, nie zostało zaakceptowane przez własną matkę oraz otoczenie. Brzydkie Kaczątko cierpi z powodu wydarzeń niezależnych od niego. Musiało się zmierzyć z poczuciem odrzucenia i wyruszyć w świat w poszukiwaniu bratnich dusz, by poczuć się kochane. Wyrusza, więc na wędrówkę. W baśni przedstawiony jest motyw wyrzutka. Brzydkie Kaczątko instynktownie walczy o przetrwanie, szukając swojego miejsca. W finale baśni odnajduje swoje miejsce wśród pięknych łabędzi, gdzie znajduje spokój, szczęście oraz poczucie przynależności.
"Szukanie swego miejsca nigdy nie jest pomyłką. Nigdy."
Może byłaś/-eś przynajmniej raz w swoim życiu w takiej sytuacji jak brzydkie kaczątko. Czułaś/-eś się, że nie pasujesz do otoczenia. Twoje próby wtłoczenia się w szablon oraz w zachowania podobne do innych kończyły się fiaskiem. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić to podobnie jak brzydkie kaczątko wyruszyć na poszukiwanie bratnich dusz, otoczenia, które zaakceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. 
"Lepiej tułać się przez jakiś czas w poszukiwaniu miejsca,
niż tkwić tam, gdzie wiemy że nie mamy czego szukać."
Tęsknota. Poszukiwanie. Jedno mogę powiedzieć, że wygnaniec nigdy się nie poddaje.  Idzie przed siebie, na przód, póki nie znajdzie jakiegoś drogowskazu, śladu, a wreszcie domu. Z poszczególnych puzzli można stworzyć obraz całości. Światełko morskie prowadzi żeglarzy do portu, tak samo drogowskazy, pojedyncze spotkania z ludźmi, którzy akceptują nas, wyciągają pomocną dłoń prowadzą nas tam, gdzie powinniśmy przynależeć od początku i przez całe życie.

"Trwaj i wciąż szukaj. 
Rób swoje, a w końcu odnajdziesz drogę."